Jelcz M11 – od 1986 r. do 11.2004 r.

bartosz.mrozek | 15-09-2014
Dworzec PKP

Dworzec PKP

Jelcz M11 – polski autobus miejski, produkowany w latach 1985-1990 przez Jelczańskie Zakłady Samochodowe w Jelczu-Laskowicach.

Polak, Węgier – dwa bratanki
M11, popularnie nazywany „Migiem”, to efekt współpracy polskiej fabryki Jelcz w Jelczu-Laskowicach, produkującej autobusy oraz pojazdy ciężarowe, oraz węgierskiej Csepel, zajmującej się budową m.in. ciężarówek oraz podwozi do autobusów Ikarus. Współpracę rozpoczęto w 1984 roku, kiedy to powstał pierwszy, prototypowy egzemplarz autobusu wykorzystującego podwozie Csepel 260.88 oraz odpowiednio zmodernizowane nadwozie z autobusu Jelcz PR110M (skrócone do 11 metrów). Pojazd ten, jeszcze pod pierwotną nazwą M110, nieznacznie różnił się od swoich seryjnych braci – różnice polegały na innym układzie rurek we wnętrzu, itp. Po akceptacji autobusu przez stronę węgierską, w 1985 roku przystąpiono do produkcji seryjnej. Przez kolejne 5 lat, zmontowano ok. 2600 sztuk tego modelu.

„Migi” w Koszalinie
Pierwsze Jelcze M11 dotarły do Wojewódzkiego Przedsiębiorstwa Komunikacji Miejskiej w Koszalinie w drugiej połowie lat ’80. Rozdzielono je pomiędzy wszystkie działające wtedy oddziały firmy (Koszalin, Kołobrzeg, Szczecinek i Białogard). Dostawy trwały do 1990 roku. Wg. obecnych informacji, ilostan tego modelu liczył kilkanaście pojazdów, ok. 20 sztuk, w tym w samym Koszalinie jeździło 10 z nich. Era „Migów” zakończyła się w 2004 roku, kiedy to MZK pozbyło się wszystkich autobusów pamiętających czasy PRL-u.

Solidna konstrukcja, lecz nie bez wad
Polsko-węgierskie autobusy, jako nowe, pojawiły się niemal we wszystkich miastach w Polsce, które posiadały komunikację miejską (oprócz Warszawy, gdzie jeździły one dopiero w latach ’90, za sprawą prywatnych przewoźników.). Nierzadko eksploatowano je na równi z bliźniaczymi modelami Jelcz PR110M oraz Ikarus 260/280. M11 posiadał zalety, jak i wady ich wszystkich – widoczność ze stanowiska kierowcy była lepsza niż w węgierskim odpowiedniku, pojazd posiadał bardzo wytrzymały silnik Raba na licencji MAN, ale z kolei poszycie oraz konstrukcja zawieszenia dawała się we znaki, co powodowało, że żywotność tego modelu była zdecydowanie niższa niż Ikarusów. Do tej pory, w Polsce zachowało się kilkadziesiąt egzemplarzy tego modelu – najwięcej w Lublinie, gdzie na chwilę obecną kursuje ich 8 sztuk. Oprócz tego istnieją pojazdy zachowane jako zabytkowe, np. w Bydgoszczy i Nowym Sączu.

Artykuł przygotował Bartosz Mrozek.
Zdjęcia udostępnili: Piotr Tomasik, Artur Grysa, Jan Faber i Wojciech Szuba.
Zdjęcia oraz tekst artykułu są własnością intelektualną autorów.